środa, 29 lipca 2015

Wstęp (sąd)

Włożyłam na siebie śnieżnobiałą, krótką sukienkę. Gravity mówiła, że wyglądam w niej pięknie. Kłamała. Podeszłam do lustra, na mojej twarzy zostały resztki wczorajszego makijażu, rozmazane po policzkach ślady eyelinera. Wypłowiałe, różowe włosy z ciemnymi odrostami opadały na moje piersi. Wanna powoli wypełniała się letnią wodą. Na pralce położyłam butelkę taniej wódki, kartkę papieru i długopis. Nabazgrałam na kartce niezgrabnie "przepraszam" po chwili namysłu dodałam trochę niżej "jeszcze tutaj wrócę". Złożyłam kartkę na pół i odłożyłam kawałek dalej. Pociągnęłam z butelki 4 duże łyki wódki i zakręciłam wodę. Weszłam do wanny, wzięłam do ręki ostry nóż, który kiedyś dostałam od Adama "Masz, ja i tak go nie używam, będziesz miała na stadion". Łzy popłynęły mi po policzkach. 
Wszystkiego najlepszego Rocket, dziś są twoje urodziny, masz już 18 lat. 
Szybkim ruchem wbiłam nóż w skórę lewej ręki i jednym cięciem przejechałam przez duży kawałek przedramienia. Poczułam ból, tak samo jak kiedyś. Woda zaczęła robić się bordowa, łzy spływały po moich policzkach.
Przepraszam.
Obraz powoli się przyciemnia i rozmazuje.
Ciemność.
Czuję ciepło na lewej ręce i chłód na całym ciele. Otwieram oczy, widzę światło. Jestem w stanie wstać. Cała przemoczona stąpam na łazienkowe płytki. Jednocześnie leżę w wannie. Zaczynam rozumieć. To nie ja, to moje ciało. Biała sukienka (teraz bordowa), blada skóra (skąpana w czerwieni), zasychające łzy (już dobrze), wypłowiałe, różowe włosy, do połowy zanurzone w wannie (krwi). Prawdziwa Madame Red*.
Podłoga, nie ma podłogi. Spadam, spadam w ciemność z niewiarygodną szybkością. Spadam w dół, nie czuję już ciepła, czuję tylko chłód. Czuję jak moja biała suknia faluje. 
Uderzam o coś twardego, ziemia? Chłodna ziemia, udeptana. Podnoszę się bym mogła zobaczyć co jest wokół mnie. Ciemność. W zasięgu mojego wzroku, bardzo wysoko otwierają się ogromne, bladoniebieskie oczy, niczym przednie reflektory ("And like a deer in headlights I meet my fate"**). Wokół mnie zapalają się pochodnie w równym rzędzie, od miejsca w którym upadłam do ogromnego złotego tronu, na którym ktoś (coś?) siedzi. Z mojej perspektywy widzę tylko ogromne, umięśnione nogi, które pokrywa łuskowata, bladozielona skóra. Idę wzdłuż pochodni, do tej istoty (Bóg?). Stanęłam naprzeciw tronu, pochodnie zapłonęły ogromnym, niebieskim ogniem. Teraz mogę zobaczyć kto siedzi na tronie. Niebieskie ślepia, głowa przypominająca ośmiornicę ze złotą koroną przyozdobioną szmaragdami, twarz pełna macek, umięśnione, zielone cielsko i ogromne skrzydła na plecach. Wokół niego latają poświsty i młode mary przygrywając na rogach, są ich tysiące, dziesiątki, setki tysięcy. Wygrywają demoniczną melodię by załagodzić Przedwiecznego.
-Cisza-niskim głosem Cthulhu uspokoił demony-zdajesz sobie sprawę gdzie jesteś i kim jestem, prawda?-zwrócił się do mnie, śmiesznie przy nim małej.
-Nie wiem, chyba tak, ale pewnie jak zwykle się mylę.
-Ja jestem Wielki Przedwieczny, bóg jednego z wielu wszechświatów, zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłaś?
-Owszem, tak będzie lepiej.
-Więc nie zdajesz sobie sprawy i nie wiesz jakie są następstwa twojej decyzji. Mam ci pokazać? Chcesz to zobaczyć? Tutaj czas leci inaczej, teraz już wszyscy wiedzą, że jesteś martwa. Chcesz wiedzieć jakie cierpienie im sprawiłaś?
-Cierpienie? Wybacz Przedwieczny, ale jesteś zabawny.
-Tak? Spójrz za siebie.
Za moimi plecami pochodnie lekko przygasły, w powietrzu zaczęła się jakby projekcja filmowa. 
Moja klatka, jest jasno, przez okna wpada słońce. Ktoś idzie, jedna? Nie, dwie osoby. Pierwszy wchodzi Tomek, miło się uśmiechając i ciągnie za rękę Adama. Słyszę psa, mojego psa. Piszczy, chyba siedzi pod drzwiami. Tomek zaczyna pukać do drzwi. Nic. Puka drugi, trzeci raz. Zaczyna dzwonić dzwonkiem. Nic. Wyjmuje telefon, dzwoni do mnie, z głębi domu słychać mój dzwonek. Oboje zaczynają się denerwować. Tomek wyciąga z kieszeni klucze, które mu dałam. Otwiera drzwi. Pies leży przy samych drzwiach i piszczy. W łazience świeci się światło. Idą szybkim krokiem. Stoją w łazience, leżę w wannie pełnej krwi, mam zamknięte oczy i lekko sine usta. Tomek zaczyna płakać, Adam dzwoni na pogotowie, przytyka rękę do mojej szyi. Tomek zaczyna krzyczeć. Prawie nie słychać co Adam mówi do telefonu. "... Boże, ona jest zimna, ona nie żyje, zróbcie coś, przyjedźcie, proszę.". Koniec.
Moje ręce zaczęły się trząść, poczułam ścisk w gardle.
Następne ujęcie. Koyuki siedzi przed komputerem, chyba gra w jakąś grę. Jest lekko podirytowana, rzuca kilka przekleństw w stronę monitora. Pije herbatę. Przychodzi jej pies, kładzie głowę na jej nodze prosząc by go pogłaskać. Koyuki tarmosi go za uszy i wraca do gry. Słychać dzwoniący telefon z pokoju obok. Przechodzi przez korytarz. Telefon leży na szafce, bierze go do ręki. Odbiera jak zwykle. Jej ręce zaczynają drżeć, dusi płacz. Jej oddech staje się płytki i szybki. Traci równowagę, siada na łóżku. Telefon wypada jej z dłoni. Próbuje opanować oddech, słyszę jak płacze. Przybiega jej pies. Wtula się w psa. Koniec.
Łzy zaczęły mi lecieć po policzkach. 
Kolejny film. Pokój Marcina. W tle leci jakaś muzyka, to Megadeth, jestem pewna. Marcin siedzi na łóżku, trzyma w rękach swój bas, ma podłączony stroik, zaczyna kręcić kluczami przy gitarze. Promienie słońca wpadają przez lekko przysłonięte okno, prosto na jego twarz. Odkłada gitarę i wychodzi. Idzie do kuchni. Otwiera lodówkę i bierze piwo. Dzwoni telefon, odbiera. "Nie"-wykrzykuje "nie, nie, nie"-powtarza. Upuszcza piwo, osuwa się po drzwiach lodówki. Siedzi wtulając w siebie kolana, jego twarz jest zasłonięta długimi, prawie białymi włosami, widać, że płacze. Znów jego pokój, Marcin siedzi przy ścianie, nie ma muzyki, jest ciemno i cicho, pokój oświetlają latarnie miejskie. Trzyma do połowy pustą butelkę wódki. W ciszy słychać ciche łkanie. Co chwilę pociąga kilka łyków z butelki. Koniec.
-Przestań, słyszysz?-wykrzyczałam
-Więc nie sprawiłaś nikomu cierpienia? Chcesz oglądać dalej? Mam jeszcze kilka.
-Czemu mi to robisz? Ja chcę wrócić.
-Nie ma odwrotu, ale mam dla ciebie pewną propozycję, której nie możesz odrzucić.
-Czego chcesz?
-Powiedzmy, że twoja wiara jest prawdziwa, wszystkie są prawdziwe. Jest nieskończona liczba wszechświatów, ciągle tworzą się nowe i nowi bogowie. Bogiem twojego jest Odyn, lecz jego zdrowie wyraźnie słabnie. Wraz z radą najwyższych wybraliśmy ciebie oraz jeszcze jednego człowieka abyście go zastąpili. Zsyłam cię do mojego wszechświata abyś poznała swojego wspólnika. Masz 10 minut by pożegnać się z przyjaciółmi.
-Nie wiem czy będę mogła spojrzeć im w twarze. Lecz spróbuję 
-Masz ze mną widzenia 3 razy w miesiącu, 3 dnia miesiąca o godzinie 3.03, 13 dnia miesiąca o godzinie 13.13 oraz 23 dnia miesiąca o godzinie 23.23. A teraz wystarczy, życzę ci miłej podróży. Do zobaczenia, moja droga Rocket.
Chór złożony z nadzwyczajnie pięknych, zielonowłosych Rusałek podniósł głos śpiewając pieśń w nieznanym mi języku, delikatną, piękną pieśń dzięki której czułam się niesamowicie.
Jeden anioł i dwie anielice wzniosły mnie w górę, do światła. Ich aureole świeciły w ciemności upewniając mnie, że to nie sen, ale też, że jestem żywa, chociaż martwa.
Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam stałam naprzeciw garażu Tomka. Słońce już zaszło, w powietrzu było czuć palone ogniska na działkach i zapach wódki uchodzący z zamkniętego garażu. 
Przeniknęłam do garażu, było cicho, oni byli kompletnie pijani, ubrani na czarno. Wszyscy siedzieli na podłodze, Koyuki, jej chłopak, Tomek, Adam, jego siostra, Marcin, Konrad, Florek, jego brat, Łysy. Obok nich puste butelki po wódce. Patrzyli pusto w podłogę policzki wszystkich były mokre od łez.
Wciąż stałam przy wejściu, w śnieżnobiałej sukience, z raną na lewej ręce.
Zaczęłam cicho śpiewać.
"So long to all of my friends
Everyone of them met tragic ends
With every passing day
I’d be lying if I didn’t say
That I miss them all tonight"***
Wzrok wszystkich w pomieszczeniu padł na mnie. Patrzyli, słuchali, przecierali z niedowierzania oczy. Koyuki zerwała się i szybkim krokiem podeszła do mnie, próbowała mnie przytulić.
-Rocket-wciąż płakała-to nie jest możliwe, Rocket ty nie żyjesz.
-Przepraszam, jak ja mogłam? Boże, nie chciałam was tak ranić.
-Napisałaś, że wrócisz, a ja nie zwątpiłam, nikt z nas nie zwątpił.
-Przyszłam się z wami pożegnać, Wielki Przedwieczny powiedział, że w każdym wymiarze czas płynie inaczej więc nie wiem kiedy się zobaczymy, ale mogę wam obiecać, że jeszcze się spotkamy.
Usiadłam wśród nich, popatrzyłam na ich smutne, zapłakane twarze. Obiecuję wam, wrócę.
-Widziałam wszystko, widziałam jak mnie znajdujecie, widziałam jak płaczecie. Nigdy bym nie przypuszczała, że będziecie aż tak cierpieć. Myślałam, że zniknę po cichu, że po prostu zostanę zapomniana.
-Nigdy nie zapomniałabym kogoś takiego jak ty.
-Jak trzymają się Adam i Tomek?
-Nie mówią prawie nic.
Spojrzałam na długowłosego blondyna, który patrzył w moje oczy jednocześnie będąc wtulonym w Adama.
-Przepraszam, że przysporzyłam tak wielu problemów, przepraszam, że cierpicie. Wszystko ma jakiś sens, a mój czas powoli dobiega końca.
Na suficie otworzył się portal przez który widać było galaktykę. Przez portal do garażu wleciały dwie anielice i anioł. Było słychać odległą pieśń rusałek. 
-Powiedziałam, że się spotkamy, więc wiedzcie, że tak będzie. Obiecuję wam.
Pozwoliłam aniołom wziąć się na ręce i wznieść w przestrzeń. Wznosiłam się i przez otwór wpatrywałam w przyjaciół. Gdy portal zaczął się zarastać usłyszałam krzyk Koyuki "nie odchodź". Moje serce rozsypało się na tysiące rubinowych odłamków. Pieśń była coraz głośniejsza, wznosiliśmy się pośród gwiazd a niebo z każdą chwilą ciemniało, aż w końcu panowała całkowita ciemność. Rusałki zakończyły swój występ. Anioły zniknęły.
Panowała tylko cisza i ciemność, ciemność i cisza. A ja dryfowałam w bezkresie sama, jedyna.



_______________________________________________________
Początek mojego opowiadania, myślę, że jest całkiem ok.
Główna bohaterka, Rocket opuszcza swój świat poprzez samobójstwo by być bogiem wraz z nieznaną jej osobą i zastąpić Odyna.


*Madame Red, lubię Kuroshitsuji
**Bring me the Horizon-Deathbeds
***My Chemical Romance-The Light Behind Your Eyes.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz