Budzę się w moim łóżku, ciepłym i wygodnym. Budzik próbuje mnie z niego wyciągnąć, wskazuje godzinę 7:00. Bardzo powoli wywlekam się spod kołdry i wkładam na siebie czarną bluzę z nadrukiem baraniej czaszki. Wychodzę z pokoju ledwo żywy, parzę czarną kawę w kubku z przemiłym obrazkiem dwójki górali na tle bacówki. Wyciągam chleb i smaruję go margaryną, kładę na niego ser i jem popijając kawę. Zauważyłem w ciągu tych kilku dni, że moje uszy są śmiesznie zaostrzone,
a moje zęby przypominają kły. Muszę przyznać, że gdy pierwszy raz się
zobaczyłem, byłem przerażony, teraz się przyzwyczaiłem. Pakuję plecak na dzisiejszy dzień, czeka mnie 5 lekcji z moją nową klasą, dzięki bogom bez wychowania fizycznego. To nie tak, że nie lubię sportu, ja po prostu nie lubię się przebierać. Zakładam spodnie, myję zęby i twarz, czeszę włosy, patrzę w oczy. Normalne. Ubieram ciepłą kurtkę, glany, biorę plecak i wychodzę. Zbiegam ze schodów.
Podczas drogi po skrzypiącym śniegu palę papierosa, w piątek kupiłem całą paczkę. Powtarzałem, że nie wolno mi się bać. Zaakceptowałem głos z mojej głowy, już się go nie boję. Czasem gdy nie mogę spać rozmawia ze mną o książkach i muzyce. Mój stan też mnie przeraża, jak można rozmawiać z własnym umysłem?
Otwieram drzwi do szkoły i odwieszam w szatni kurtkę. Pierwsza lekcja zaczyna się na ostatnim piętrze, polski w sali 208. Nie wolno ci się bać. Wchodzę po schodach i staję przy barierce. Widzę moją klasę i miękną mi kolana. Boję się.
Dzwoni dzwonek. Jest mi gorąco i jednocześnie zimno.Trzęsą mi się ręce. Idzie nauczycielka, wysoka i ładna. Ubrana w jasne jeansy, różową koszulkę i czarne botki. Ma długie czarne włosy i niebieskie oczy. Jako Rocket pewnie bym stwierdził, że mnie pociąga, ale teraz nic. Coś jest nie tak. Wszyscy weszli, wchodzę i ja. Patrzą, oni na mnie, ja na nich. Bardzo się wyróżniam. Rzucam krótkie "Dzień dobry" i siadam w ostatniej ławce przy oknie. Jestem inny niż oni.
-A kolega to z tej klasy?
-Owszem.
Wyciągnąłem podręczniki i nauczycielka zaczęła sprawdzać obecność. Brakuje pięciu chłopaków i dwóch dziewczyn. Jakaś blondynka zapisuje na tablicy temat dotyczący interpretacji jakiegoś tam wiersza. Ta klasa jest taka nudna. Nikt nie jest interesujący. Patrzę jak za oknem wirują płatki śniegu. Nudno, nudno, nudno. Moi już by dawno coś odjebali, a tu? Cicho i nudno. Drzwi do klasy otwierają się. Pierwszy wchodzi dość wysoki chłopak o łysej głowie i piwnych oczach, za nim wchodzi drugi. Długie czarne włosy sięgające za łopatki, lewy bok ścięty na krótko i zafarbowany na siwo, blada skóra, lekko zaostrzone uszy i czarne oczy, zupełnie jak moje. Dziwnie się czuję. Wydaje mi się, że gdzieś go widziałem.
-Górski, Zając. Do mnie.
-Co znów zrobiliśmy?-odzywa się wyższy.
-Do mnie.
Podchodzą do nauczycielki i stają grzecznie przy jej biurku.
-Regularnie spóźniacie się na lekcje, dzisiaj jesteście 20 minut po dzwonku a poza tym czuję od was papierosy.
-My już nie będziemy-łysy uśmiecha się głupkowato
-Jeśli dalej tak będzie to dzwonię do rodziców, a teraz do ławek.
Siadają w ławce obok mojej. Co jakiś czas któryś dzieciak gapi się na mnie, lecz gdy tylko spojrzę, odwraca wzrok. Może poza dwoma wyjątkami, patrzy na mnie mała dziewczyna z drugiej ławki i ten chłopak z długimi włosami. Czuję się niezręcznie. Otwieram zeszyt na ostatniej stronie i zaczynam szkicować jelenia z dużym porożem. Czuję na sobie ich wzrok. Wiem, że patrzą. Ratuje mnie dzwonek. Schodzimy w dół, idę z tłumem pod historię. Stoję jak najdalej od nich, najchętniej zapadłbym się pod ziemię.
Ktoś co chwilę nawiązuje kontakt wzrokowy, który ja zrywam patrząc co chwilę w ekran telefonu, udając, że zmieniam piosenki, choć tak na dobrą sprawę od jakiegoś czasu słucham Pink Floyd - Dogs.
Dzwonek, dzięki bogom!
Wchodzę do kolejnej klasy i siadam w ostatniej ławce pod oknem. Obok mnie siada ta mała dziewczyna. Chce nawiązać kontakt, widzę to. Problem w tym, że ja nie chcę. Próbuje do mnie zagadać.
-J-jestem Zuza, a ty?
-Marcel.
Koniec rozmowy, proszę. Nie chcę z nią rozmawiać. Nie chcę z nikim rozmawiać, z nikim z tego świata. Chcę porozmawiać z Koyuki, ale nie tą z mojej głowy, nie tą płaczącą. Chcę porozmawiać z Koyuki siedzącą na kanapie w garażu, pijącą tanie wino i mówiącą o grach wideo.
Od rozmowy z Zuzą ratuje mnie lista obecności. Antczak-jestem, Bór-jestem, i tak dalej aż do nazwiska Górski.
-Górski? Jest? Czy znów uciekł?
Do klasy wparowuje dwójka, która spóźniła się na pierwszą lekcję.
-Jestem!-długowłosy wykrzykuje
-Spóźnienie.
Ze zwieszoną głową idzie do ławki. Spogląda na mnie.
Ten głos przechodzi przez mój umysł, mięśnie i kości. Sprawia wrażenie niskiego, ciężkiego i smutnego. Jestem pewny, że go znam.
Przez resztę lekcji wcale się nie odezwałem. Czasem spoglądałem na niego. Nawet nie wiem jak ma na imię. Czuję się tu źle, chcę do domu. Obserwuję płatki śniegu i ptaki, tak czas leci mi szybciej. Brak kontaktu z Zuzą, z Górskim, z nauczycielką. Tak jest dobrze. I znów dzwonek.
Płynę w górę z tłumem, prosto na godzinę wychowawczą. Czuję, że ta lekcja będzie gorsza niż dwie poprzednie razem wzięte. Muszę znaleźć w tej szkole miejsce gdzie będę mógł być sam, gdzie będę mógł szkicować w spokoju. Muszę przed nimi uciec. Pamiętam, że było tu kiedyś coś takiego, w części gdzie jest aula. Schody prowadzące na balkon auli i do gabinetu pani pedagog. Ale teraz nie zdążę. Następną przerwę spędzę tam.
Gruba, rudawa nauczycielka z czerwonymi ustami wpuszcza nas do klasy. Siadam gdzie zawsze, ostatnia ławka-okno.
Grubaska zaczyna od przedstawienia nowego ucznia siedzącego jak najdalej. Zaczyna ode mnie.
-Chciałabym powitać w klasie nowego ucznia, pewnie już go zauważyliście. Nowy kolega ma na imię Marcel i przeniósł się do nas ze szkoły z Gdańska. Powiedz coś o sobie.-zwróciła się do mnie.
-Em, więc jestem Marcel.-wstałem-Nie mam pasji, ani zainteresowań, nie umiem zbyt wiele i ogólnie mówiąc jestem okropnie nudny i niezbyt ciekawy.
-Oj nie mów tak, podoba ci się nowa klasa? Zaaklimatyzowałeś się tutaj?
Nie.
-Jest całkiem ok.-odpowiedziałem oczywiście kłamiąc.
-A twoja poprzednia szkoła? Jak tam było?
-Fajnie, miałem kilku przyjaciół, całkiem dobre stopnie.
-Mam nadzieję, że twoje stopnie będą takie jak tam-nauczycielka uśmiecha się-a czym zajmujesz się poza szkołą?
-Niczym, mówiłem już, jestem nudziarzem.
-W takim razie witamy w IIc.
Usiadłem. Wszyscy na mnie patrzyli, niezbyt komfortowo.
Następnym tematem było spóźnianie się na lekcje tego fajnego chłopaka. Z rozmowy między nim a nauczycielką wynikało, że ma na imię Franek i oprócz spóźniania się, opuszcza także lekcje. Obiecuje, że nie będzie się spóźniał. Nie wiem czemu, ale chciałbym go poznać.
Resztę lekcji przeznaczone jest na czas wolny, z mojego planu wynika, że następna lekcja to niemiecki. Ta przerwa będzie trwała 5 minut, następna 15, więc zdążę na papierosa.
Coś czuję, że w tej szkole dzwonek będzie najpiękniejszym i najbardziej upragnionym dźwiękiem. Wychodzę na przerwę i idę na schody. Jestem zupełnie sam, co za ulga. Wyciągam zeszyt, żeby choć trochę upiększyć jelonka w zeszycie od polskiego. Cała przerwa mija, a mnie chce się strasznie palić.
Wchodzę na niemiecki i siadam w ostatniej, potrójnej ławce przy oknie. wypakowuję zeszyt i włączam sobie muzyczkę, żeby mi się nie nudziło. I tak mam zamiar tylko zdać z tego przedmiotu, bo tak właściwie go nie lubię. I przysiada się do mnie tych dwóch. Franek siada obok mnie. Lista obecności i początek lekcji.
Jest nudno, a serce chce mi wyskoczyć z klatki piersiowej. Wydaje mi się, że wiem o czym mówił przedwieczny. Pokuta, odbywam ją właśnie teraz na niemieckim, cudnie. Cthulhu zrobił ze mnie pedała, świetnie, brawo Przedwieczny, najlepszy opiekun na świecie i poza nim.
Okropnie boli mnie brzuch. Niech to już się skończy. Lubię być koło niego, podoba mi się zapach jego perfum i jego niski głos. To w jaki sposób w jaki odgarnia włosy. Znalazłem nowego crusha.
Jest mi za gorąco, ale nie mogę podwinąć rękawów. Okropne.
Dzwoni dzwonek. Szybko wychodzę z klasy i idę za najbliższy wieżowiec zapalić. Śnieg spada na moje czarne włosy tak, że widać kształty wszystkich płatków. Na razie jestem sam przy środkowym "tunelu" w wieżowcu. Odpalam papierosa i zamykam oczy. Chcę już do domu. Mimo tego, że tam nie robię nic poza czytaniem i graniem na gitarze, to i tak wolę być w domu. Mam ochotę oprzeć się o ścianę i zsunąć na chodnik, lecz się brzydzę. Tak bardzo chciałbym teraz stać na Górce* obok Koyuki i śmiać się z klasowego kretyna, tak bardzo za nią tęsknię.
-Te Nowy, masz ognia?-rozproszył mnie damski głos
Przed oczami pojawiła się chuda blondynka z ewidentnie przesadzonym makijażem i cukierkowo różową kurtką.
-Proszę-podałem jej czarną zapalniczkę z obrazkiem kotka.
Odpaliła papierosa i podała zapalniczkę mniejszej i grubszej koleżance o krótkich czarnych włosach, która nie była z mojej klasy.
-Ty, Nowy, tak właściwie to jestem Andżela, a to Mała. Wyglądasz na takiego grzecznego chłopczyka, a tu proszę. Długo palisz?
-Kilka lat.
Nie wiem.
Zauważyłem, że przy trzecim "tunelu" stoi Franek z tym cwaniaczkiem i palą. Spojrzał na mnie, zrobiło mi się zimno. Spaliłem papierosa.
-Andżela, ja wracam do szkoły bo mi zimno.
-Dobra, Mała my też wracamy.
I tak znalazłem pierwsze koleżanki. Przynajmniej jakieś mam.
Gdy wracaliśmy podbiegli do nas Franek i Cwaniaczek. Cwaniaczek objął Andżelę i pocałował ją w policzek. Widocznie są razem.
A teraz Franek obejmie tą Małą, jestem pewny.
Ale nic się nie dzieje, wracamy wszyscy razem do szkoły, Mała idzie na górę, a my na biologię.
Dzwonek obwieszcza koniec przerwy, zmarznięty wchodzę do sali i siadam tam gdzie wcześniej. Grzeję ręce o grzejnik i czekam aż z zaplecza wyjdzie szczuplutka blondynka z krótkimi włosami. Tylko ona prowadziła tu zajęcia. I wchodzi lekko kulejąc na prawą nogę.
-Słuchajcie, dzisiaj wypuszczę was 15 minut przed dzwonkiem, bo mam wizytę u lekarza. Nienawidzę zimy. Zapisujcie temat z tablicy i punkty. Na następny poniedziałek ćwiczenia, a teraz cicho siedzieć i słuchać.
Lekcja zeszła mi na słuchaniu o budowie czaszki ludzkiej.
30 minutowa lekcja zeszła szybko, cała klasa wyszła i rozeszliśmy się do domów.
Po powrocie rozebrałem się i zjadłem obiad. Położyłem się na łóżku. To tylko 5 lekcji, a jestem tak zmęczony.
Książki pochłaniają mnie na tyle, że z 20 minut robią się 4 godziny i od lektury odrywa mnie mama.
Wtedy biorę gitarę i gram coś, co znałem z tamtego życia. Utwory, które jeszcze nie istnieją. Gram i śpiewam, lubię śpiewać chociaż nie wiem czy nie fałszuję. Oparty o ścianę słowo po słowie wspominam przyszłość. Sąsiedzi słuchają nieznanych im dźwięków i mojego okropnego głosu.
Często gram wieczorami. Zwykle później się kąpię.
Zanurzam się w ciepłej wodzie. Powoli zapadam w sen.
A we śnie widzę spadający śnieg i uśmiechniętą twarz Koyuki opatuloną szalikiem.
-Rocket, spójrz śnieg!
Wokół nas jest mnóstwo kałuż i przegniłych liści.
Co ja najlepszego narobiłem.
-Marcel! Marcel, wszystko dobrze?-głos dobijającej się do drzwi mamy budzi mnie ze snu.
-Tak, wszystko ok.
Po wyjściu z wanny udałem się zmęczony do łóżka, wychodzi na to, że spałem ponad godzinę. Jest 23.40. Położyłem się na łóżku patrząc w ciemności w sufit. Zamykam oczy i widzę jego uśmiechniętą twarz.
-Już się nie boisz?-głos z mojej głowy znów się przebudził
-Nie, już się nie boję. Już nigdy nie będę się bał.
Nigdy.
______________________________________________
*Górka - w szkole do której chodzę (i do której chodziła Rocket) palarnia jest nazywana po prostu Górką.